piątek, 28 marca 2014

Streszczenie mojej historii

Postanowiłam skasować wszystkie posty. Były tu jeszcze z pierwszego mojego bloga, z przed dwóch, trzech lat. Niektórych się wstydzę, o niektórych chcę zapomnieć. Kolejny krok mojego życia. I chcę iść naprzód. Nie wiem ile osób czyta jeszcze mojego bloga, ostatnio założyłam drugiego o samorealizacji. Jednak to problem początków samorealizacji, trudno mi się realizować i jeśli już coś robię to brak mi czasu na bloga. Nie chcę zrezygnować w ogóle z blogowania, zbytnio się przyzwyczaiłam. 
Chciałabym zamienić tego starego bloga, w osobistą historie mojej drogi ku lepszemu życiu. Tylko osobiste przemyślenia, o sporcie i nauce. Trochę nadal mojego nudnego życia. Na sam początek chcę sama przed sobą uporać się z moim poprzednim etapem. I mimo wstydu, nie chcę by poszło to wszystko w zapomnienie.

W 2010 roku zapadłam na depresje. Nie mówię tu o złym humorze. A leżeniu w łóżku przez dobre kilka miesięcy, nerwice, nie wychodzenie z domu, połączone z silnymi lekami. Próba samobójcza przerwana w połowie. Krok od szpitala psychiatrycznego. W końcu po miesiącach wróciłam do szkoły na lekcje indywidualne i poznałam pro ana. Pro anorektyczne blogi, kusiły mnie dlatego, że zawsze miałam problem z jedzeniem. Pierwsze diety w wieku 8 lat, w wieku 13-14 lat 1000 kalorii, dukan, south beach, kompulsy nienawiść do swojego ciała. Nie miałam nadwagi, ale miałam kilka kilo za dużo. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to dieta pomogła wyjść mi z depresji, miałam cel. Czym była dla mnie pro ana, zależy od dnia, raz powolną śmiercią, raz obietnicą lepszego jutra, a kiedy indziej sposobem na chorą pscyhikę. Na samym początku czułam się świetnie. Odchudzałam się z przyjaciółką, z tamtych czasów, też zwariowaną na punkcie pro ana. Schudłam 10 kilogramów w 5 miesięcy, z czego 7 kilogramów w nie całe trzy. Miałam nie wiarygodne kompulsy, nie chodzi o nagłe zjedzenie 1000 kalorii, a o prawdziwie bulimiczne nie pohamowane kompulsy. Wymioty, ale bardziej przeczyszczanie się, dochodziłam do 20-30 tabletek, leków które można brać maksymalnie 2 sztuki. Motto, które sobie wymyśliłam : "Niejedzenie daję mi czystość i lekkość, jest moim narkotykiem. Chudość za to moją obsesją. A jedzenie okaleczyło moje ciało. Więc nie będę jeść"

Ćwiczyłam, głodziłam się. Aż w końcu w czerwcu miałam dosyć. Stwierdziłam, że osiągnęłam na razie to co chciałam, i muszę zacząć żyć normalnie. Przytyłam w dwa miesiące połowę tego co udało mi się wcześniej schudnąć. Mimo że postanowiłam sobie tylko trochę popuścić.
Później i tak miałam przejść na dietę. Jednak nie umiałam. Poznałam wtedy P. z którym przeżyłam swój pierwszy raz. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, lecz było to puste. Nic do siebie raczej nie czuliśmy, on był starszy dopiero co po studiach. Chciałam z powrotem wrócić do diety, choroby. Lecz kompulsy były silniejsze. Włączył mi się chyba instynkt samozachowawczy.